Bleach OtherWorld PBF
Studio Suite with Terrace - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Nowy York (/forum-19.html)
+---- Dział: Manhattan (/forum-41.html)
+----- Dział: The Surrey Hotel (/forum-174.html)
+----- Wątek: Studio Suite with Terrace (/thread-1528.html)



Studio Suite with Terrace - Karin - 03-04-2019 00:16

[Obrazek: ZPh0PAk.png]

Karin weszła do pomieszczenia, po tym jak Detektyw Gleason podrzucił ją do hotelu. Oczywiście, uprzejmie podziękowała za tę przysługę. Zamknęła za sobą drzwi do pokoju, wywieszając na klamce zawieszkę z napisem "Do not disturb". Zdjęła buty i ustawiła je tak, by zwracały się czubkami do drzwi. Podeszła do telefonu i podniosła słuchawkę, żeby odezwać się do recepcji.

- Za mniej więcej godzinę, może nieco dłużej, spodziewam się gości. Proszę mnie poinformować, jeżeli ktoś wejdzie i zacznie pytać o mnie i o mój pokój. W innych sprawach, proszę aby mnie nie niepokoić. Będę brała prysznic. Z góry przepraszam, jeżeli będę głośno. Postaram się ograniczyć hałasy do minimum. Jeżeli któryś z pozostałych gości zgłosi skargę, proszę przesłać mu dobre wino z przeprosinami na mój rachunek. Dziękuję.

Odetchnęła głucho. Podeszła do odtwarzacza muzyki i przejrzała dostępne płyty. Wreszcie, wypatrzyła jedną, którą uznała za akceptowalną. "The Best of Franz Liszt". Wyjęła płytę z pudełka, włożyła ją do odtwarzacza, po czym nastawiła muzykę, żeby zaczęła przyjemnie grać w tle.


Franciszek Liszt, najwybitniejszy węgierski kompozytor, a mój ulubiony. Wirtuoz-pianista. Jedna z najważniejszych postaci okresu romantyzmu.
Jej oddech zaczął stopniowo przyspieszać. Powoli zdjęła z siebie "pszczółkę", która nadal służyła jej za formę pancerza. Odłożyła ją na półkę, stając w pokoju w samym staniku i bieliźnie. Podeszła powoli do barku z alkoholem i otworzyła go po krótkiej chwili wahania. Oszklona osłona barku przesunęła się ze zgrzytem przy pociągnięciu dłoni Karin i stuknęła o drewnianą oprawę Z HUKIEM WYSTRZAŁU!
Karin zachwiała się na nogach, świat zawirował dookoła niej. Jej klatka piersiowa stała się wyjątkowo ciężka, jej oddechy płytkie. Krew brzmiała jej w uszach. Chwyciła za butelkę wódki, odkręciła nakrętkę i wychodząc na balkon wlała do ust PEŁEN ŁYK GORĄCEJ, GĘSTEJ, SZKARŁATNEJ KRWI.
Gdy tylko poczuła w ustach ten smak i pieczenie, wypluła to natychmiastowo, łykając desperacko powietrze. Zrobiła krok w tył i uderzyła plecami o oszklone drzwi balkonu. Butelka z wódką wypadła jej z palców i poleciała na ziemię ROZBIJAJĄC SIĘ NA KRWAWE FRAGMENTY MÓZGU, CZASZKI I KRWI ROZBRYZGANEJ PO ŚCIANIE!

Karin poczuła jak jej żołądek zaczyna się buntować. Nieomal przewróciła się w progu, zmuszając swoje nogi aby dopchnęły ją do łazienki. Jej rozbiegane oczy miały problemy z rozróżnianiem pomieszczeń, ścian, kierunków. Nie była do końca pewna, gdzie jest góra, a gdzie jest dół.

Na kolanach dociągnęła się do sedesu, który rozwarła. Zaczęła wymiotować, próbując łykać powietrze między konwulsjami. Lodowaty pot płynął po jej szyi i ramionach. Zaczynała drżeć z zimna. Wymiotując, jednocześnie płakała. Do sedesu po zawartości jej żołądka kapały również jej łzy i odrobina wydzieliny z nosa.
Wymiotowała jakieś dwie minuty, zanim nie miała już czym więcej wymiotować więc po prostu kontynuowała płacz, z Lisztem przygrywającym jej klasyczne melodie w tle.
Jej dłoń sięgnęła po papier toaletowy i pociągnęła powoli taśmę papieru, rozwijając cztery listki. Oderwała je od reszty i powoli wytarła twarz. Dygotała z zimna, jak gdyby w pomieszczeniu był mróz. Otarła łzy i wyrzuciła listki do śmieci. Następnie kolejnymi listkami papieru otarła i wydmuchała nos. Trzecią i ostatnią partią otarła usta i splunęła kilka razy, starając się bezskutecznie pozbyć żołądkowego smaku z ust. Klęczała, zawieszona nad sedesem jeszcze pięć minut, łkając cicho. Dopiero, gdy łkanie ustało, otarła oczy jeszcze raz i zaczęła się podnosić z powrotem na drżące nogi. Musiała podtrzymywać się zlewu, by być w stanie przed nim stanąć.
Uniosła zmęczone spojrzenie do góry, by ocenić jak bardzo źle wygląda w lustrze.

Z lustra patrzyła na nią Danielle Baptiste, ze sporą częścią głowy wystrzeloną, z mózgiem widocznym na zewnątrz, z krwią cieknącą po twarzy.
Karin krzyknęła z przerażeniem, przewracając się z powrotem na posadzkę. Zwinęła się do pozycji embrionalnej, chowając twarz we własnych kolanach. Szlochanie ogarnęło ją od nowa.

[Obrazek: UtXIJVP.jpg?1]

Tym razem minął blisko kwadrans zanim miała odwagę ponownie wstać i spojrzeć w lustro.
Szczęśliwie, tym razem zobaczyła samą siebie. Zmarniałą, słabą, z czerwonymi i opuchniętymi od płaczu oczami, bladą i drżącą z zimna i przerażenia. Odkręciła zawór wody po czym zaczęła myć twarz. Trzeźwe myślenie, którego zawsze uczyli jej Nathalie i Egan stopniowo zaczynało przejmować kontrolę nad traumą.
Potrzebowała planu. Wyszła z łazienki chwiejnie, układając w myślach plan działania.
Sprzątnąć resztki butelki i jej zawartości z balkonu.
Herbata.
Kąpiel.
Śniadanie.
Rozładowanie napięcia.
Sen.


Zaczęła podążać za tym planem. Podeszła do balkonu i uniosła dłoń. Wykorzystała swoją Cechę Duszy, żeby przywrócić butelkę i jej zawartość do stanu przed otwarciem, tym samym usuwając również ostry zapach alkoholu.
Oczywiście, mogłaby to zrobić ręcznie. Zwykle zrobiłaby to ręcznie, ale nie miała przy sobie całego swojego asortymentu środków czyszczących. Butelkę, która była jakby nowa, zaniosła z powrotem do barku, położyła na jej poprzednim miejscu i zamknęła barek.

Skierowała się do swojego bagażu, który odesłano wcześniej do hotelu. Rozpakowała swój zestaw do herbaty, jak i szczelnie zamknięty pojemnik z herbatą. Sprowadzała ją na specjalne zamówienie z Himalajów. Mieszanka była wykonywana zgodnie z jej wytycznymi, co - niestety - znacznie zwiększało cenę. Ale Karin była gotowa płacić więcej, jeżeli w zamian otrzymuje coś zdolnego zadowolić jej kubki smakowe.
Wodę do czajnika nalała małym strumieniem, żeby się napowietrzyła. Tlen pomaga smakowi. Gdy woda się zagotowała, Karin odczekała dwie minuty, po czym nalała mniej więcej pół szklanki wody do imbryczka... I zaczęła go opłukiwać tym wrzątkiem. Tym sposobem rozgrzewała imbryk. Gdy był wystarczająco zagrzany, wylała z niego wodę i odczekała kolejne trzy minuty, w międzyczasie wykonując ten sam rytuał ze swoją filiżanką. Wsunęła termometr do czajnika, odmierzając temperaturę w jakiej była woda.
79,4°C. Idealnie.

Odmierzyła równo dwie łyżeczki mieszanki herbacianej, wsypała ją do rozgrzanego wcześniej imbryczka, po czym ostrożnie, powoli zalała gorącą wodą. Zakryła imbryk pokrywką i przysiadła, spoglądając na swój zegarek na łańcuszku, odmierzając czas.
Równo 3 minuty i 41 sekund minęło, zanim Karin podniosła imbryk i wprawnym ruchem napełniła swoją filiżankę herbatą.

Wzięła głęboki wdech, napełniając płuca uspokajającym zapachem herbaty.
Była pora na herbatkę. Co prawda, już zbliżała się końcowej granicy tej pory, ale zmieściła się w czasie. To wprowadziło jakąś formę porządku z powrotem do jej życia. Karin tego potrzebowała. BARDZO tego potrzebowała.

Rozkoszowała się tym słodkim, cudownym zapachem i smakiem normalności.
Przyszła pora na herbatkę. Świat znowu miał sens. Znowu miał schemat. Życie znowu miało plan i rytm.

Po wypiciu herbaty, Karin umyła dokładnie zestaw do herbaty i odłożyła go do szafki najbardziej pasującej w jej opinii na szafkę do przechowywania zestawu do herbaty.
Następnie, wreszcie zdecydowała się zdjąć z siebie również bieliznę. Teraz naga wstąpiła pod prysznic i bardzo dokładnie się umyła, używając swoich własnych płynów do kąpieli. Nie ufała temu, co hotel zaoferował. Rozmaite buteleczki z hotelowego zaopatrzenia nie miały wypisanego składu. Karin nie zamierzała dotykać swojej skóry niczym, czego składu nie znała.

Wreszcie, gdy się umyła, przyrządziła sobie lekkie i zdrowe śniadanie. Owsiankę z dodatkiem banana, jagód, migdałów i brzoskwini. Po zjedzeniu, rzecz jasna umyła wszystkie użyte utensylia, osuszyła je i schowała w stosowne miejsca. Umyła dokładnie zęby, po czym przepłukała usta płynem dezynfekcyjnym.

Wreszcie, nadal nago, położyła się na łóżku powoli i z gracją i okryła się kołdrą.

+18: lekka erotyka
Spoiler :
Znalazłszy się pod kołdrą, Karin zamknęła oczy. Nadal była pełna napięcia. Podejrzewała, że tak będzie. W obecnym stanie psychicznym nie będzie w stanie zasnąć.
Musiała się rozładować.

Żeby wprowadzić się w odpowiedni nastrój, zaczęła myśleć o Panience Emilii.
Schowała twarz w poduszce i odnalazła ustami guziczek w jej strukturze. Jej wargi delikatnie objęły owy guzik. Lekko wysunęła koniec języka do przodu, by szturchnąć go pieszczotliwie, wyobrażając sobie obejmowanie ustami sutka blondwłosej kochanki.

Wtuliła mocniej policzek do poduszki, tęsknie, wyobrażając sobie bliskość drugiego ciała. Objęła dłonią od spodu swoją pierś, łagodnie ją masując wprawnymi palcami. Gdy zassała ustami guziczek na poduszce, uszczypnęła własnego sutka. Poduszka stłumiła jej cichy jęk.

Prawa dłoń znalazła miejsce pomiędzy jej udami. Palcami zaczęła badać się w miejscu... Które zasadniczo zdążyła już bardzo dobrze poznać. Nie był to pierwszy raz, gdy się tam dotykała. I z pewnością nie będzie też ostatni. Wcisnęła głowę mocniej w poduszkę, delikatnie i czule się masturbując.

- ...Niech mnie ktoś przytuli... - Wysapała cicho w poduszkę, z zamkniętymi oczami, podczas gdy obie jej dłonie pod kołdrą dbały o rozładowanie jej emocji, aż wreszcie, gdy skończyła... Była w stanie zasnąć.


RE: The Surrey Hotel, Studio Suite with Terrace - Karin - 15-04-2019 01:30

Pokojówka obudziła się po dwóch godzinach. Nie spała długo, ale zregenerowała przynajmniej część sił. Bolała ją głowa. Podniosła się powoli do siadu i zeszła z łóżka. Miała ochotę pozostać w pościeli i po prostu wygrzewać się pod przykryciem... Ale nie miała na to czasu. Wiedziała, że nie ma. Sprawdziła swój telefon, a nie widząc żadnych nowych wiadomości, ubrała swój strój pokojówki. Podeszła do telefonu w pokoju i zadzwoniła na recepcję.
- Mówi Karin Bernkastel. Wyjdę teraz na spacer, potrzebuję się przewietrzyć. Jak mówiłam, spodziewam się, że ktoś może do mnie przyjść. Proszę im przekazać, że mam przy sobie telefon. Mają mój numer.
Po tych słowach, opuściła pokój hotelowy i wybrała się na spacer.

[zt]


RE: The Surrey Hotel, Studio Suite with Terrace - Skye - 14-07-2019 12:01

Emily podziękowała zarówno Kazumie, jak i kierowcy, za podwózkę do hotelu. Będąc w tym miejscu poczuła może nawet lekką ulgę. Zupełnie obce miejsce, w którym nie czuła potrzeby tłumaczenia swojej sytuacji przed każdą napotkaną osobą. W Bractwie już znaczna część Fullbringerów ją kojarzyła dość dobrze. Gdy po raz kolejny została zaangażowana w jakieś wydarzenie, które w dodatku doprowadziło do śmierci syna przywódcy całej tej przyszywanej rodziny, nie uciekłaby od pytań, komentarzy, plotek.
Z pełnym przekonaniem, że zaraz usiądzie i odpocznie, weszła do hotelu, zameldowała się na podstawie dokonanej przez Yawatę rezerwacji, a później w prostej linii ruszyła prosto do wskazanego apartamentu. Nie miała przy sobie nawet żadnych rzeczy. Poprosi może Kiyoko o to w wolnej chwili, czy ktoś mógłby z Bractwa jej przetransportować kilka najprzydatniejszych drobiazgów, wraz z odzieniem. Na ten moment musiała po prostu mieć nadzieję, że Yawata lub Bractwo zawczasu zadbali o tą kwestię.
Będąc już w pokoju, zdjąwszy buty oraz kurtkę, w pierwszej kolejności nastawiła wodę na herbatę i zaczęła przygotowywać kąpiel. Akurat, gdy wyjdzie z wanny, napar powinien być już w temperaturze zdatnej do wypicia. Wpierw chwila uniwersalnego relaksu, a potem sen. Nie potrzebowała dzisiaj już absolutnie nic więcej. Emocje tego dnia przyćmiły nawet głód. Nazajutrz dopiero zamierzała z kimś porozmawiać, sprawdzić, co hotel ma do zaoferowania w kontekście innych usług i może spróbować zabić czymś czas.
O poranku zresztą tak właśnie zrobiła. Założyła na siebie to, co przygotowano bez zastanowienia, czy ubrania pasują do jej stylu. Czarne leginsy, top bez rękawów z logiem firmy odzieżowej na klatce piersiowej po lewej stronie. Na stopy założyła kapcie hotelowe i wyszła z pokoju, najpierw by zaspokoić głód, który już narósł do wyjątkowo uciążliwego stopnia, a później... jeszcze nie wiedziała. Dostały kilka dni wolnego, zanim sprawa dotycząca porwanych i mordowanych Fullbringerów zostanie wznowiona.

[zt]