Bleach OtherWorld PBF
Tokyo Skytree - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Tokio (/forum-20.html)
+---- Dział: Wschodnie okręgi (/forum-45.html)
+---- Wątek: Tokyo Skytree (/thread-1396.html)



Tokyo Skytree - Chester - 16-08-2018 19:14

Tokyo Skytree, wieża telewizyjna i widokowa w tokijskiej dzielnicy Sumida w Japonii. W 2010 roku została najwyższą budowlą w Tokio, a w marcu 2011 roku, po osiągnięciu swojej docelowej wysokości 634 metrów, stała się najwyższą wieżą na świecie, przewyższając Canton Towe oraz drugą najwyższą budowlą na świecie po Burdż Chalifa. Budowa zakończyła się 29 lutego 2012, a uroczyste otwarcie odbyło się 22 maja 2012.
[Obrazek: Tokyo_Sky_Tree_2012.JPG]

Samochód podjechał punktualnie o godzinie dziesiątej, a na telefonie Drake'a wyświetliło się połączenie z nieznanego numeru. Po odebraniu dostał jedynie krótką informację, że kierowca już na niego czeka. Po kilkunastu minutach jazdy i kluczenia między uliczkami, na horyzoncie pojawiła się wieża, będąca celem ich podróży. Choć pełniła głównie rolę wieży telewizyjnej, dziś miała zamienić się w miejsce spotkania ważnych osobistości z różnych zakątków świata. Kierowca przez całą drogę nie odezwał się nawet słowem. Oczywiście nie mógł podjechać zbyt blisko budynku, gdyż pobliskie ulice zostały zamknięte dla wszelkiego ruchu. Zatrzymał się przecznicę od blokady i odwrócił się do swojego pasażera.
-Tu masz przepustkę prasową. Jesteś Mike Clever z Daily Bugle.
Cierpliwie poczekał, aż mężczyzna opuści auto i ruszył w drogę powrotną. Drake nie miał innej możliwości, jak resztę drogi pokonać pieszo. Miał do przejścia trzy przecznicę, a do zgromadzenia zostało jeszcze półtorej godziny. Miał jeszcze sporo czasu. Z oddali mógł dostrzec rozstawione zapory i stojących wszędzie policjantów. Uzbrojeni w ostrą amunicję, mieli zatrzymać wszelkie zagrożenia.



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 17-08-2018 22:49



              Marynarka, lakierki, biała koszula i krawat. Wszystko to przygotowane na specjalną okazję, to jeden z moich uniformów, które przywdziewam raz, może dwa razy gdy potrzebuję, zbyt często nie noszę się tak galowo, jednak ta marynarka była szczególna, sposób jej wykroju mianowicie pozwalał na schowanie bardzo wielu różnych rzeczy w dodatkowych kieszeniach. Tym razem uzbrojony byłem natomiast w telefon, dyktafon, notes oraz torbę "aktówkę", w której znalazł się sprzęt reportera telewizyjnego. Mike Clever'a z Daily Bugle. Dodatkowe, pozornie nieszkodliwe elementy, z których mógł składać się nóż, znalazły się podwójnych kieszeniach... Samo ostrze natomiast gdzie indziej
              Sprawdzając raz jeszcze czy moja klamra od pasa siedzi jak należy, i czy zejdzie z niego by móc poderżnąć gardło, ruszyłem przed siebie. Zalaminowana przepustka oczywiście trafiła do kieszeni na piersi marynarki, a smycz wesoło przewieszona przez moją szyję zwracała uwagę, na ów przedmiot schowany tam gdzie chciałem. Jakoś przecież też musiałem się prezentować, a przecież poza mną będzie tam sporo osób. Nie podejrzewam oczywiście by mieli mnie szczegółowo sprawdzać... Jeśli Zakon zadbał o tak istotne szczegóły i przepustka prasowa jest najwyższego stopnia.
              Trzy przecznice to niewiele. W trakcie mojego spacerku studiowałem plan budynku jaki był dostępny publicznie z mojego telefonu, analizowałem wejścia i wyjścia z Tokyo Skytree. Jeśli to ma być widowisko trzeba będzie to zrobić w trakcie wypowiedzi mojego celu. Raz jeszcze zapoznałem się z danymi na temat mojego celu... Właściwie już żałowałem nieszczęśnika, no prawie... Wcale nie żałowałem. Nie obchodziło mnie to...
              Przyspieszyłem nieco kroku. W końcu, nie chciałem się spóźnić na to jakże ważne wydarzenie. Przecież porażka nie wchodzi w grę. Ulice zablokowane, wyłączone z ruchu, tłum powoli robił się coraz większy, gęstszy, w takich warunkach łatwo będzie lawirować. Cóż... W międzyczasie udało mi się połamać palce dzieciakowi, który próbował mnie okraść. Niech to będzie przestroga dla ciebie gówniarzu. Ja natomiast nie mam czasu na zabawy...
              – Hmm, rzeczywiście, jest ich tu na prawdę wielu... I wszystko po to, by obrady przebiegły bez incydentu... – Mruknąłem do siebie podchodząc coraz bliżej, Tokyo Skytree zapraszało mnie do siebie. No, to chwila prawdy przede mną. Z łatwością odszukałem wejście dla gości specjalnych i prasy. W bramce tylko ukazałem moją przepustkę ochroniarzowi i już mogłem wejść do środka. Do rozpoczęcia obrad zostało na prawdę nie wiele czasu...




RE: Tokyo Skytree - Chester - 21-08-2018 20:25

Drake był mentalnie przygotowany do swojego zadania, w końcu robił to już niejednokrotnie. Nie mógł pozwolić sobie na porażkę, więc do wyznaczonego zadania podszedł jak najbardziej poważnie. Jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, nie będzie musiał przejmować się dłużej Zakonem. Będzie mógł poczuć się wolny, po raz pierwszy od bardzo dawna. Pogoda jakby zdawała odzwierciedlać jego wewnętrzny nastrój. Po mimo wczesnej pory, słońce już zaczynało grzać. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Gdy przechodził przez bramki zatrzymujące ruch, ochroniarze jedynie zmierzyli go wzrokiem, ale nie robili większych problemów. Ich zadaniem było zatrzymanie wszelkiego ruchu, od sprawdzania osób byli inni ludzie. Po krótkim spacerze, Drake w końcu dotarł pod budynek, gdzie panował zdecydowanie większy rygor. Nie był pierwszym przybyłym na miejsce, a przy bramkach czekała już niewielka grupka. Byli to w większości dziennikarze. Strażnicy mozolnie sprawdzali kolejne osoby, dokładnie je przeszukując i sprawdzając wykrywaczem metalu. W końcu nadeszła kolej przyszłego mordercy. Strażnik najpierw poprosił o przepustkę i uważnie się jej przyjrzał. Kiwnął głową i pozwolił przejść mu dalej. Po przeszukaniu i przeskanowaniu, został wpuszczony do środka. Szklane, rozsuwane drzwi okazały mu sporych rozmiarów hol. Po jego obu stronach znajdowały się schody prowadzące na półpiętro, a przed nim recepcja, a za nimi windy. W środku nie było więcej niż trzydzieści osób. W sumie niewiele się dowiedział na temat zgromadzenia, poza tym że odbędzie się za godzinę. To chyba był dobry moment, żeby zebrać więcej informacji.

/żeby nie utrudniać, założyłem że ostrze jest z jakiegoś żeliwa i go nie wykryto.



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 21-08-2018 23:43



              Chwila nieuwagi ze strony ochrony, cóż, nie każdy mógł wiedzieć, że w tym pasku to właśnie KLAMRA jest groźna. Z uśmiechem godnym ojca kłamstwa ruszyłem przed siebie. Mijając ochronę dotarłem do holu głównego. Ludzi jak na razie mało... Ale przecież przed tak wielką imprezą za chwilę zleci się tu więcej hien cmentarnych, kłamców i wichrzycieli. Mój cel jeszcze się nie zjawił. Natomiast ja, nie przekroczyłem granicy, recepcja jest tam, mój punkt obserwacyjny tutaj.
              "Fuck you (fuck you), very very much" – Przeszło mi przez głowę, uśmiechnąłem się do siebie obserwując jak hol, później schody, tudzież winda wypełniają się ludźmi.Minuty mijały, najnudniejszą część umilała mi piosenka, która ostatnio wpadła mi w ucho, a wszystko za sprawą internetu i kanału pewnego YouTubera. Mamrocząc słowa utworu Lily Allen zmieniłem tylko położenie, spod jednej ściany przepełzłem niczym obślizgły gad w tym tłumie, pod drugą. Ludzi więcej i więcej. – "...So please don't stay in touch...", poczekałem na moment, w którym mój cel znalazł się w budynku i jeśli minął recepcję, przystępuję do działania...
              Smartfon błyskawicznie zalazł się w mojej dłoni. Nawet nie odblokowując kliknąłem na opcję "połączenie alarmowe" i wybrałem numer 119, znajomy beep przywitał moje ucho, a umysł i serce już cieszyły się z tej chwili. Uśmiech nadal nie znikał z mojej twarzy. Głęboki oddech i lecimy.
              – Numer alarmowy 119, jakie jest twoje zgłoszenie? – Odezwał się przyjemny głos ekspedientki, mogę wnioskować, że jest dość młoda... Bardzo dobrze. Moja radość właśnie osiągnęła kolejny poziom. – Dzisiaj Tokio dowie się, że z NAMI nie wolno zadzierać, oto wasi kłamcy i matacze spłoną, razem z wieżą Skytree. – Mój głos brzmiał ochryple, a stek bzdur jaki wypowiedziałem za pewne zainteresował dziewczynę po drugiej stronie słuchawki. Świetnie. – Proszę pana? Co się dzieje? – Odpowiedziała mi po chwili. Skoro tak ładnie pyta to jej powiem. – Moje arcydzieło wysadzi w powietrze całe Tokyo Skytree i wszystkich uczestników bieżącego zgromadzenia. Bomba wybuchnie w ciągu następnych dziesięciu minut. Możecie już pożegnać Wieżę telewizyjną i wszystko w jej najbliższym zasięgu... – Rozłączyłem się zanim zszokowana ekspedientka zdążyła się odezwać. Rozmowa na pewno była nagrywana, karta błyskawicznie zniknęła z aparatu, nie będzie mi jej szkoda.
              Każde takie zgłoszenie nie ważne jak niedorzecznie by nie brzmiało musi zostać sprawdzone, więc przede wszystkim procedura będzie wyglądać tak, że zamkną dostęp do wind i zaczną ewakuwać cały budynek, a ja? Spokojnie sobie zaczekam i popatrzę jak ten motłoch gania dookoła, bo ktoś podłożył bombę. Mój cel za pewne także będzie zmuszony do opuszczenia budynku, a wtedy wystarczy tylko podążać za nim.
              Oni myślą, że będą mną dyrygować? Mną manipulować? No to zabawę czas zacząć, zabawę, grę w kotka i myszkę, jednak na moich zasadach. Na moim gruncie. Niech tylko panika ogarnie cały budynek.




RE: Tokyo Skytree - Chester - 26-08-2018 18:45

Drake’owi podszytemu pod dziennikarza udało się dostać do środka budynku bez większych problemów. W jego głowie powoli zaczynał rodzić się plan, wystarczyło poczekać, aż cel pojawi się w Skytree. Nie zamierzał tańczyć, tak jak mu zagra Zakon. Im dłużej obserwował otoczenie, tym coraz więcej osób pojawiało się w środku. Kolejni dziennikarze, pierwsi politycy, oraz towarzyszące im osoby. W końcu w drzwiach pojawił się jego przyszła ofiara. Nie miał większych problemów z rozpoznaniem mężczyzny. Wyglądał dokładnie tak samo jak na zdjęciach dołączonych do otrzymanych dokumentów. Gdy tylko go zobaczył, szybko zaczął wprowadzać swój plan w życie. W jego dłoni pojawił się telefon, by następnie połączyć się z numerem alarmowym. Zgłoszenie o podłożonej bombie zostało przyjęte i nie trzeba było długo czekać na pierwsze efekty. Strażnicy kolejno dostawali informację do swoich słuchawek o domniemanym zamachu. W takim wypadku mogli jedynie zastosować się do wcześniej opracowanych procedur. Rozpocząć ewakuację bez wywoływania zbędnej paniki. Zaczęli podchodzić do kolejnych osób, prosząc o opuszczenie budynku. Musieli to robić niezwykle sprawnie i szybko, jeśli wierzyć słowom zamachowca, mieli tylko dziesięć minut. Politycy zaczęli opuszczać pomieszczenie w towarzystwie własnych ochroniarzy.
***
-Z tym typem nigdy nie idzie tak jakby się tego chciało. Czy…mamy przejść do planu B?
-Nie widzę żadnych przeciwskazań.
***
To była istna zabawa w kotka i myszkę. Każde z nich chciało dopaść tego drugiego. Drake nie mógł wiedzieć, że w budynku faktycznie znajdował się ładunek wybuchowy, który zdetonowany w odpowiednim momencie miał ściągnąć całą uwagę na niego. Że propozycja odpuszczenia mu win była jedynie podpuchą, mająca pchnąć go do wykonania ostatniego zlecenia. Gaunniss miał już ruszyć za swoim celem, gdy budynek się zatrząsnął w posadach. Nie był jakiś nadzwyczaj silny, ale wystarczył. To zadziałało niczym zapalnik. W tym momencie wybuchła panika. Ludzie zaczęli przepychać się do wyjścia. Nie było ich wielu, ale wystarczyło, by cel zniknął mu z oczu. Nie mógł jednak ruszyć za nim w pościg. Poczuł, że ktoś złapał go za ramię, a do pleców przyłożył końcówkę pistoletu. Można było się spodziewać, że Zakon będzie miał na miejscu swoich ludzi.
-Już nie jesteś taki sprytny, co?



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 26-08-2018 21:02



              Ziemia się trzęsie, straż się wieży miesza? Adrenalina podskoczyła w moim organizmie dość gwałtownie, serce zakołatało mocniej. Znów się dzieje. Uśmiech nawet przez chwilę nie opuścił mojej twarzy. Natomiast pościg udaremnił mi jeden z członków Zakonu, zwykły goryl, ale zawsze to ktoś uzbrojony i "męski", no cóż.
              Pozwoliłem mu mówić, pozwoliłem mu myśleć, że ma przewagę. Nie no, nie jestem sprytny, raczej nigdy bym się nie wpakował w konszachty z NIMI jeśli bym był. Jeden oddech i drugi. To koniec? Tylko czyj? Bo raczej nie mój.
              Nawet nie odpowiedziałem na zaczepkę, wystarczyło, że mężczyzna stojący za mną sam się rozproszył, a to najgorsze w tym fachu. Głowa strzeliła w tył, z całej siły uderzając i łamiąc nos napastnikowi.
              Chrupnięcie dało mi chwilę, wyszarpnąłem się z uścisku i łokciem uderzyłem w brzuch, piruet i już moje ostrze wyślizgnęło się z paska, po to by trafić w żyłę brzuszną. Tak, ciepła krew to zdecydowanie motor do działań, powinien zalać się szybciej niż zdąży wypowiedzieć "O kurwa...". Upadającemu człowiekowi jeszcze zabrałem pistolet, może się przydać.
              – Fuck you, asshole. – Zanuciłem do ciała, które właśnie leżało na ziemi, kto by pomyślał, że wyślą kogoś, kto zdecydowanie nie był przygotowany na spotkanie ze mną... Mogli się postarać dużo lepiej. – Sincerely with love... – Trzeba się zbierać, kolejny raz budynek się zatrząsł i wybudził mnie z letargu. Wszyscy uciekają, wszyscy gdzieś biegną...
              Zabawa zabawą, chwila radość także, nie mniej jednak myślę, że warto ratować własną skórę teraz, wszyscy gnali do wyjścia, zatem ja też. W międzyczasie wytarłem mój nóż w husteczkę, która błyskawicznie znalazła się znów w wewnętrznej kieszeni marynarki. Czas ucieka, także więc pędziłem przed siebie, jedynym wyjściem jakie było z tej pułapki. To trzęsienie zdecydowanie sugerowało, że bomba jest prawdziwa, raczej nie chcę być pogrzebany żywcem, nie zmartwychwstanę, jak przywali mnie głaz...




RE: Tokyo Skytree - Chester - 03-09-2018 19:58

W pierwszej chwili Drake się zdziwił, że jego wymaganiowana bomba stała się jak najbardziej realna. Nie dał się jednak zaskoczyć, gdy za jego plecami pojawił się osiłek przystawiajacy mu lufę pistoletu. Zakładnik myślał szybko i trzeźwo, a każda jego akcja została skrupulatnie zaplanowana. Kilka zwinnych ruchów, a przeciwnik leżał już martwy na podłodze ze zdziwionym wyrazem twarzy. Drake nie miał czasu by świętować swoje małe zwycięstwo. Chwilowo wybuchy ustały, ale nie mógł mieć pewności, czy to koniec. Na jego szczęście nikt nawet nie zwrócił na niego uwagi, z jednego prostego powodu. Nikogo już nie było w środku budynku. Nikt mu więc nie przeszkadzał, gdy rzucił się do wyjścia. Zakon wystawił go do fałszywej roboty, której prawdziwym celem była jego likwidacja. Musiał sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć. Wybiegając z budynku, w pierwszej chwili oslepiło go słońce. Później jego oczom ukazał się tłum pracowników po drugiej stronie ulicy, wraz z towarzyszącymi im ochroniarzami. Politycy długo nie myśląc, odjeżdżali swoimi limuzynami, albo właśnie do nich wsiadali. Jego celu nie było nigdzie widać, ale czy miało to teraz jakiekolwiek znaczenie? Służby początkowe nie zdążyły jeszcze dotrzeć na miejsce, ale lada moment zaroi się tu od policjantów, strażaków i medyków.



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 05-09-2018 19:57



              Zastanawiam się, czym się kierowali? Właściwie dlaczego zadali sobie ten trud i próbowali mnie dopaść. Myśl nie dawała mi spokoju, jak i postać Haise-zasobu ludzkiego. Facet wiedział, że jego życie mogło się skończyć bardzo szybko... Za pewne wiedział też, że skończy się tak, czy inaczej, nie udało mu się doprowadzić ostatecznie do mojej śmierci. Cel, spotkanie, bomba w Skytree... Jakież to zabawne. Właściwie to na prawdę nie spodziewałem się, że akurat w ten sposób spróbują mnie załatwić. Jeszcze reporter z Daily Bugle zostanie oskarżony o ten zamach.
              Westchnąłem sam do siebie, gdy już znalazłem się na zewnątrz... Patrzcie na nich, są jak stado bezrozumnych zwierząt, każde z nich pędzie, ucieka, ten bałagan i brak jakiegokolwiek porządku. Ewakuacja za pewne byłaby przeprowadzona dużo sprawniej gdyby ludzie rozumieli, że w takich sytuacjach należy zachować spokój...
              Och, dźwięki syren wyrwały mnie z letargu w jakim się zatopiłem w tamtej chwili, trzeba było myśleć szybciej niż inni, trzeba było zdecydowanie stąd zniknąć... Tak więc obrałem inny kierunek niż reszta ludzi, w końcu, nikt nie zwracał na mnie uwagi.
Szybko rozwiązałem kok i pozwoliłem włosom znów swobodnie opadać, krawat, marynarka i pistolet błyskawicznie zniknęły w torbie, a ja? Znów przypominałem sam siebie. Vipowska wejściówka na spotkanie także znalazła swoje miejsce w jednej z kieszeni. Niewiele myśląc, ruszyłem przed siebie, w poszukiwaniu jakiegoś spokojniejszego miejsca. Rękawiczki w kieszeniach, moje blade dłonie oddychały już świeżym powietrzem. Napięcie mięśni powoli znikało, tak więc nie straszyłem już nikogo, bo przecież tutaj białe, czy też srebrne włosy są ciekawe. Inne i takie pozostaną.
              Adrenalina powoli przestawała działać, mój mózg zaczynał pracować całkiem spokojnie. – Och, kto by pomyślał... – Rzuciłem sam do siebie, zaczynając monolog. Mam ochotę na kawę, reszta teraz nie ma znaczenia, muszę napić się kawy...
Tak więc nie bacząc na wszystko inne, kroki swoje skierowałem do kawiarni, dobrze mi znanej, do której uczęszczałem bardzo często w czasie wolnym...
              – Nieudany zamach bombowy... – Doszły mnie słowa z radia, które tutaj grało, gdy zajmowałem miejsce. Ot, taka chwila słabości, przysłuchiwałem się, co ofiary i policja mają do powiedzenia na ten temat, a co jest właściwie poza ich stanem wiedzy. Cóż, Zakon zdecydowanie umie zacierać po sobie ślady...
Miejsce znalazłem odpowiednie, niezbyt daleko od lady, nie za blisko drzwi wejściowych czy okien, z tej pozycji mogłem obserwować wejście, a także ogarniać większą część lokalu. Uśmiechąłem się sam do siebie, na prawdę często tu przychodzę ostatnio. Zawsze gdy muszę pomyśleć...
              – ... Co podać? Proszę pana? – Tak, w końcu doszedł mnie głos kelnerki. Urocza dziewczyna, młoda, ładna, o promiennej twarzy.
              – Proszę o wybaczenie mojego braku manier, panienko. – Powiedziałem wstając i kłaniając jej się nisko. Zareagowała oczywiście jak typowa japonka, tak więc pokłoniła mi się też... – Poproszę o białą kawę, o tę, z waszego menu. – Palec znalazł się na odpowiedniej pozycji z numerkiem i ceną. Dziewczyna przyjęła zamówienie i szybko zniknęła. A ja? Czekałem i wsłuchiwałem się obecnie w muzykę, która zastąpiła przerywnik z wiadomościami. Raczej nie spodziewałem się, że będzie inaczej. Od początku to wszystko wyglądało jak ładnie zaowalowana pułapka, owinięta fałszywym zleceniem, czy Haise na prawdę myślał, że nic nie będę podejrzewać?
Gdzieś tam, z tyłu głowy, głęboko miałem jeszcze tę świadomość, to niemiłosierne drapanie, że ów mediatora jeszcze spotkam. Ciekawe, nie zawsze mi się to zdarza... A tym razem jestem niemal pewien, że tak będzie...




RE: Tokyo Skytree - Chester - 16-09-2018 15:06

Drake nie zastanawiał się długo nad swoim czynem, zwyczajnie zostawiając truchło na miejscu i samemu opuszczając budynek. Panujący na zewnątrz harmider jedynie ułatwiał mu niezauważone wymknięcie się. Na szczęście odpowiednich służb nie było jeszcze na miejscu, a ochroniarze mieli ważniejsze rzeczy na głowie. W obecnym momencie, priorytetem dla wszystkich było ratowanie życia polityków i cywili. Nie zostało im już czasu, na sprawdzenie odchodzącego mężczyzny. Ten już z resztą zdążył porzucić fałszywą tożsamość i powrócić do swojej własnej. Nieudało mu się wykonać misji, ale jakie to miało teraz znaczenie? Został wystawiony, a zlecenie było fałszywe. W tym momencie liczyła się dla niego filiżanka kawy i chwila wytchnienia od obecnych wydarzeń.
Mężczyzna skierował swoje kroki w stronę ulubionej kawiarni, gdzie w spokoju mógł się zrelaksować. W środku były jedynie dwie osoby. Przy jednym ze stolików siedział mężczyzna z gazetą w ręku, a przy ladzie jakaś kobieta popijałą powoli kawę. Nie miał problemów ze znalezieniem odpowiedniego miejsca, w którym mógł czuć się bezpiecznie. Naprzeciwko niego wisiał nieduży telewizor. Kelnerka pospiesznie podeszła do niego i przyjęła zamówienie. Po chwili czekania, stanęła przed nim filiżanka z białą kawą, a w tv przerwano program, by nadać ważne informację. Nie trudno było się domyślić, że miało to związek z niedoszłym zamachem.
-Witam państwa. Znajdujemy się na placu przed Skyree, gdzie doszło dziś do nieudanego zamachu. W budynku zdetonowano dwie bomby, na szczęście na tyle słabe, że nie zaszkodziły konstrukcji. Mimo wszystko, strażacy zachowują ostrożność. Nie wiadomo, czy w budynku nie znajduje się więcej bomb. Najważniejsze jest jednak to, że policja już ma pierwszego podejrzanego. Proszę spojrzeć na to zdjęcie. Niestety nie wiemy nic więcej na temat zamachowca, ale policja prosi o współprace przy ujęciu sprawcy.
Drake na ekranie mógł dostrzec swoje własne zdjęcie. Nie było mowy, że ktoś mógł go powiązać z tymi wydarzeniami, chyba że ktoś specjalnie mu „pomógł”. Na jego szczęście nikt w środku nawet nie zwrócił uwagi na wiadomości.



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 26-09-2018 21:46



              "(...)livin' la vida loca" – Więc tak próbowali to załatwić? Nie mogli mnie dorwać sami, toteż z pomocą Rząd Japonii przybędzie. Hahahah... Roześmiałem się w duchu. Filiżanka w mojej dłoni nie upadła, nie zachwiała się. Nikt nie zwracał uwagi na wiadomości. A ja? Wstałem i ruszyłem razem z telefonem w kieszeni do łazienki. Tak, do łazienki, a po co? Tam właściwie nie ma kamer, i świetnie.
              Chcą się bawić w kotka i myszkę? Ze mną? Graj muzyko! Wszedłem do jednej z kabin i wyciągnąłem telefon z kieszeni. Teraz odliczyłem ze dwie minutki i wyszedłem stamtąd, kierując się w stronę lady.
              – Przepraszam... – Zaczepiłem kasierkę i położyłem telefon na ladzie. Kiedy rzuciła mi pytające spojrzenie przystąpiłem do wyjaśnień. – Ktoś chyba zapomniał zabrać z łazienki, znalazłem go w jednej z kabin. Jest wyłączony. Gdyby jednak znalazł się właściciel, proszę oddajcie mu go. – Każde kłamstwo było tak pięknie okraszone szczerym spojrzeniem z mojej strony, każde słowo, które wypowiadałem nawet nie zaalarmowało. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie tylko i zaraz odebrała telefon. – Aha! Chciałbym zapłacić za kawę, była bardzo dobra. – Dodałem po chwili, a terminal wybił kwotę jaką byłem winien, szczęściem miałem przy sobie jeszcze gotówkę. Zaraz odliczyłem i podałem, plus mały napiwek za uśmiech ślicznej dziewczyny.
              Tak, wyszedłem stamtąd, zakładając moje rękawiczki, w końcu nie chciałem by odciski palców były wszędzie... wystarczy, że będą na telefonie. A gdzie skierowałem pierwsze kroki? Mój mózg już ułożył szatański plan pokrzyżowania szyków Zakonowi. Spiesznie ruszyłem w stronę rzeki, która przepływała właśnie tam, po drugiej stronie ulicy, jednak po chwili zrezygnowałem z pozbycia się aktówki, w rzece wylądował tylko identyfikator.
              Westchnąłem ciężko, zastanawiając się, co ja właściwie robię? Czemu uwielbiam życie na krawędzi? Bo nigdy nie jest nudno, tak jakoś. Natomiast nadal pamiętam o obranym przez siebie celu, nadal pamiętam o moim ojcu... Moje myśli knowania zostały przerwane przez hałas metra. Nie przypuszczałem, że dość automatycznie pojawię się na stacji. W końcu w Tokyo byłem już jakiś czas, tak więc i znam okolicę, dość dobrze, jak mniemam.
              Przejechałem przez granicę dzielnicy Sumida, żegnając się ze Starbucksem i rzeką, które widziały mnie ostatni raz. Aktówka przypadkowo została na jednym siedzeń, wraz z rękawiczkami w środku, wedle nowych procedur w ciągu następnych piętnastu minut powinni ją zniszczyć, celem uniknięcia zamachu, takie przepisy dla bezpańskich bagaży, w końcu bezpieczeństwo jest warte zniszczenia nawet nieszkodliwych przedmiotów, skoro nawet w takiej małej torbie może być wyzwalacz czasowy i niebezpieczny ładunek. Zrozumiałe, że w XXI wieku przepisy smieniły się tak drastycznie.
              Wyszedłem z metro i pierwsze swoje kroki skierowałem na komisariat policji dobrze mi znany w tej dzielnicy. Nonszalancko i spokojnie wszedłem do budynku, wszyscy zapracowani, nadal zaalarmowani tym całym "zamachem w Skytree", gdy tylko dostrzegł mnie recepcjonista ukłoniłem się nisko i podszedłem bliżej.
              – Przepraszam... – Powiedziałem najgrzeczniej jak umiałem. Maska ani na chwilę nie opuściła mojej twarzy. Choć w duchu nadal mnie to bawiło, ciekawym, czy wyjdę z tego żywy. Tutaj właściwie nie będą mogłi mi nic zrobić, a ja chętnie opowiem o Zakonie i niech ktoś z Wydziału Kryminalnego zacznie kopać, dam nazwiska, opiszę twarze, miejsca, wydarzenia. Ba, większość niewyjaśnionych spraw stanie się nagle jasna i zrozumiała... Chętnie pomogę...Usłyszałem w radio i telewizji, że jestem poszukiwany... – Na twarzy pojawiła się maska zdziwienia, głos nie zadrżał mi ani razu. Ba, nie mógł, za długo już to robię... – Chciałbym wiedzieć, o co chodzi? – Zapytałem znów rzucając najszczersze spojrzenie i minę zdziwienia recepcjoniście.




RE: Tokyo Skytree - Chester - 03-10-2018 21:02

Mężczyzna ułożył już w głowie własny plan, plan który miał pokrzyżować szyki zakonowi. Nie był dłużej bezpieczny w kawiarni, więc postanowił ją opuścić. Wcześniej jednak zostawił swój telefon kelnerce, tłumacząc że ktoś musiał go zostawić. Zdziwiona dziewczyna jedynie podziękowała za uczciwość i odłożyła urządzenie pod ladę. Nie miała pojęcia, co tak naprawdę zrobił Drake. Po opuszczeniu budynku udał się w stronę rzeki, by tam z kolei utopić identyfikator. Każde jego posunięcie miało jakieś znaczenie. Jeśli chciał oczyścić swoje imię musiał się postarać, ale czy miał jakieś szansę w walce z zakonem, który swoje wtyki miał praktycznie wszędzie? Kolejnym krokiem było zostawienie aktówki w metrze, by ostatecznie wejść na komisariat policji. Robiąc na złość swoim wrogom, postanowił dobrowolnie oddać się w ręce policji. Recepcjonista z początku spojrzał na niego zdziwiony, biorąc za jakiegoś oszołoma. Dopiero po chwili zorientował się, że zdjęcie sprawcy zamachu idealnie pasuje do mężczyzny stojącego przed nim. Szybko zrobił się biały na twarzy i podniósł słuchawkę telefonu. Nie trzeba było czekać, żeby do pomieszczenia wpadło pięciu uzbrojonych gliniarzy, a każdy z nich miał wycelowaną spluwę prosto w Drake’a.
-Na ziemię!
Musieli zachować wszelkie środki ostrożności. Nie mieli pojęcia dlaczego ten mężczyzna dobrowolnie oddawał się w ręce policji. Czy też z jego własnej woli, czy przymusowo sprowadzili go do parteru i pobieżnie obszukali. Po upewnieniu się, że nie ma przy sobie żadnej broni szybko zabrali go do celi. Czekała go długa odsiadka, jeśli rzeczywiście udowodnią mu udział w zamachu. Zaledwie po kilku minutach przyszło dwóch mężczyzn do jego celi i skutego zaprowadzili do pokoju przesłuchać. Został usadzony na krześle, i przykuty do stołu. Naprzeciwko niego siedział policjant, który miał prowadzić rozmowę.
-Jesteś naprawdę nieprzewidywalny, ale nie mów mi że tego się nie spodziewałeś. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że posiadamy człowieka w każdej liczącej się instytucji. Dostałem proste polecenie sprzątnięcia cię, ale wcześniej chciałbym ponapawać się tą chwilą.



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 15-10-2018 22:26



              "Warchoł!– krzyczą – Nie zaprzeczam... Tylko własnym prawom ufam..." – Tch... He... he... Mocni są w gębie. Każdy jeden, panują do momentu, aż Zakon uzna, że można ich zastąpić.
              Oprych przede mną wcale nie był wyjątkiem od tego. Jeszcze nie wiedział, co się właśnie zaczęło. Może jednak go oświecę? Może jednak pobawię się jego temperamentem trochę... Troszeczkę... Tak tyci, tyci... Uśmiech nawet na moment nie opuścił mojej twarzy, łatwiejsza maska szaleńca niż cokolwiek innego.
              – Och... Doprawdy... – Zacząłem z emfazą. Usadowiwszy się wygodnie, rozłożyłem ręce na stole. – Słuchasz może poezji śpiewanej? – Wypaliłem, od tak, może delikatnie ignorując jego stwierdzenie. Choć nie, wcale nie zignorowałem go... – Warchoł! – Wrzasnąłem, intonując Polaka, Jacka Kaczmarskiego. – ...krzyczą, nie zaprzeczam tylko własnym prawom ufam... Jak to śpiewał pewien polski poeta XXI, warto byś kiedyś wsłuchał się w te teksty... Ale... żeby Wielka, Międzynarodowa Organizacja nie była zdolna ująć jednego, malutkiego, człowieczka. Jednego, słownie, nic więcej. Chyba zapomnieliście co to znaczy działać w cieniu... – Tu urwałem i zaśmiałem się. Myśl po prostu przyprawiała mnie o taki fikuśny grymas na twarzy. Mógłbym przez długość tego stołu go udusić, tutaj, teraz, zaraz, przecież niewiele potrzeba. – A napawaj się. Proszę, jeśli to cię podnieca. Pocieszę cię stwierdzeniem, że to będzie ostatnie, co zrobisz w życiu? – Rzuciłem retorycznie. Pora zacząć zabawę w uświadamianie temu panu, że on także nie wyjdzie z tego żywy. – Pomyślmy najpierw i zastanówmy się ile błędów zdążyliście popełnić dziś, a nie będzie to łatwe do zatuszowania, zapewniam cię. – Uśmiech, pauza, wdech i kontynuowałem, nadal nie zmieniając wyrazu twarzy. Ciekawe czy bawi go to, czy drażni?
              – Zacznijmy od paniki w mediach. Jak wiesz, jestem obcokrajowcem, pochodzę z Wołoszczyzny, precyzując historię, jestem Rumunem, przedstawicielstwo Rumunii znajduje się tutaj, na terenie Japonii. Skoro moja twarz zagościła w mediach, to z pewnością właśnie teraz, Ambasada Rumunii próbuje przekonać władze japońskie, by wydali mnie, a Rumunia osądzi. Fakt, że nie ma odpowiedzi jest już lekko niepokojący i politycznie będzie to niewygodne Japonii, to punkt pierwszy. Przejdźmy dalej, mój udział w sprawie nie został udowodniony, nie było twardych dowodów, tak więc, bez nakazu aresztowania nie powinno mnie tu być, lokalny komisariat policji powinien wysłać wezwanie bym wyjaśnił zajście, to po drugie. Nakaz aresztowania można wystawić w około 48 godzin, ten termin nie został tu dochowany wedle procedur, to po trzecie. Pojawiłem się sam na komendzie i z własnej, nieprzymuszonej woli chciałem oddać policji celem wyjaśnienia, brutalne aresztowanie przy tych wszystkich świadkach i recepcjoniście oraz monitoringu, jest łamaniem praw człowieka, czyli mamy już pięć potknięć. Hmm, świadków wszędzie sporo, ten pokój jest monitorowany, jest tutaj za pewne też i nasłuch. To już szósty błąd. Nie powinieneś tak otwarcie rozmawiać ze mną. Ale... Napawaj się dalej. Pracownik obsługujący monitoring powinien niedługo zamknąć komisariat zamkami magnetycznymi, awaryjnie, ma taką możliwość i uprawienia... Dlaczego? Nie rób zdziwionej miny... Dlatego, że podszywanie się pod jednostki specjalne jest surowo karane w każdym kraju. Prawdziwy Oddział AT powinien zjawić się do 15minut od zamknięcia komisariatu, a wtedy wszyscy leżymy... Choć nie, ja nie, nie brałem udziału w zamachu, a Ambasada Rumunii z pewnością już wtedy dostanie mnie w swoje ręce i za pewne z wilczym biletem zostanę deportowany. – Jeżeli mój uśmiech mógł być jeszcze szerszy i bardziej niepokojący... To pewnie był. No dalej, rusz się, szarpnij, daj mi powód, żebym cię udusił tu i teraz... – Wspomnę jeszcze, że powinienem tu dostać psychologa, po tym jak zachowałem się w recepcji, więc czemu siedzimy tu tylko we dwóch? I gdzie jest moja kawa? – Kawę, kawkę, kawusię też powinienem dostać. No cóż... – Zaskoczony? Nie musisz być, alternatywa jest jeszcze lepsza mój drogi. Załóżmy, chwilowo tylko załóżmy, że jesteś mocniejszy ode mnie i tutaj mnie zabijesz. Pamiętasz te sześć błędów jakie wymieniłem na początku? Dodajmy do tego fakt, że Zakon będzie chciał posprzątać i rzeczywiście uciszyć całą sprawę. Po wyeliminowaniu mnie, zaczną zacierać ślady, choć to i tak już będzie leczenie syfa pudrem, że tak kolokwialnie powiem, ale przejdą do zabicia wszystkich, możliwych i powiązanych z tą sprawą świadków, przetrzepią komisariat, wezmą się za Starbucks'a, znajdą nagrania z metro, którym jechałem i pozbędą każdego, kto mnie widział. Teraz ta lepsza część, przyjacielu. Na samym końcu, wezmą się za CIEBIE, tak właśnie, gdyż jesteś jedynym i ostatnim ogniwem łączącym tę Zakon i mnie. Dla zachowania pozorów i uspokojenia sytuacji politycznej, która jak wiesz jest już bardzo, ale to bardzo, napięta pozbędą się wszystkich. Więc jeśli wierzysz w Allaha, Buddę, czy innego Boga, z którym spotkasz się na Zielonych Pastwiskach, to za pewne możesz umrzeć spokojnie po dzisiejszym zleceniu... – Skończyłem mój, jakże długi, monolog. Uśmiech zniknął. Oczy zmętniały, a twarz stała się zimna. – Miło było cię poznać, mój przyjacielu... – Powiedziałem tak chłodno jak tylko umiałem w tamtej chwili. Teraz, chcę zobaczyć jak to na niego wpłynie, może jednak instynkt samozachowawczy weźmie górę... A może nie, och, Dorian, szkoda, że nigdy cię nie znajdę i nie będę mieć okazji naprawić błędów. Dusza z ciała uleciała...




RE: Tokyo Skytree - Chester - 19-11-2018 22:56

Pojawienie się na komisariacie policji nie było najlepszym pomysłem Drake’a. Nie spodziewał się tak fatalnego obrotu spraw i natychmiastowego trafienia do pokoju przesłuchań. Oczywiście było to spowodowane przez osoby trzecie, które próbowały ugrać coś, póki jeszcze był czas. Znalazł się w pomieszczeniu z nieobliczalnym mężczyzną, którym kierował strach przed utratą własnej rodziny, ale o tym nie mógł wiedzieć. Policjant był jedynie marionetką wykorzystywaną przez większą siłę, a gdy na szali znajduje się rodzina, to przestaje się myśleć racjonalnie. Napastnik choć udawał pewnego siebie, w środku był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Varim był natomiast jego kompletnym przeciwieństwem, nie dał się zastraszyć pustym słowom. Własne słowa wymawiał z niezwykłą pewnością siebie, przedstawiając po kolei wszystkie niedociągnięcia planu dopadnięcia go. Zdawać by się mogło, że zakon stał się nieostrożny, próbując dać mu nauczkę.
Na potylicy policjanta pojawiła się pierwsza kropla potu. Musiał działać szybko, żeby ratować rodzinę. Podniósł się od stołu i wziął krzesło. Szybko podstawił je pod drzwi, by z zewnątrz nikt nie mógł się do nich dostać. Nie trzeba było długo czekać, jak po drugiej stronie zaczęło dochodzić walenie. Mężczyzna drżącą ręką wyciągnął swój pistolet i po chwili namysłu wycelował ją prosto w Drake’a.
-Od samego początku wiedziałem jak skończę, ale dla bezpieczeństwa mojej rodziny jestem w stanie się poświęcić. Nic do ciebie nie mam, nawet nie wiem, czemu oni chcą twojej śmierci. Wybacz.
Varimowi mogło się zdawać, że słyszy jak sprężyna w pistolecie się porusza, by po chwili wypluć kulę z lufy. Tylko mu się zdawało. Co prawda strzał został oddany, ale z zewnątrz i w lustro weneckie. Szkło rozleciało się po całym pomieszczeniu, szczęśliwie nie raniąc Drake’a. Nim podstawiony policjant zdążył zorientować się co się właściwie dzieje, został przyciśnięty do ziemi przez dwójkę innych funkcjonariuszy. Zakuli podejrzanego szybko i sprawnie i otworzyli drzwi. Do środka wszedł sam komendant, a u jego boku jakiś mężczyzna w średnim wieku. Na jego twarzy gościł pogodny uśmiech.
-Znowu wpakowałeś się w kłopoty, co? Komendancie, mógłbyś nas zostawić samych?
Mężczyzna jedynie skinął głową i razem z dwóją swoich podwładnych opuścił pomieszczenie. Drake został sam na sam z nieznajomym.
-Jestem Blake. Ty mnie nie znasz, ale ja ciebie dość dobrze, a przynajmniej z opowieści.
Zaczynając rozmowę, powoli uwolnił dłonie Vlada z kajdanek.
-Przysłał mnie twój ojciec. Masz szczęście, że zareagował tak szybko, bo mogło się to źle skończyć. Zawsze musisz pakować się w kłopoty, co? Komendant jest mi winien przysługę, więc przymknie na to oko. Przekonałem go, że to nie ty jesteś sprawcą zamachu. Nawet nie ma na to żadnych dowodów. Sam do końca nie wie jak twoja podobizna znalazła się w telewizji. Słuchaj mnie uważnie. Musisz czym prędzej opuścić ten kraj. Zakon szybko dowie się o twoim uwolnieniu i będę próbowali dopaść cię ponownie. Musisz zniknąć, zaszyć się gdzieś. Mogę podrzucić cię na lotnisko.

Uzupełnij poziom postaci w profilu.


RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 21-11-2018 23:42



              Wybałuszyłem oczy, serce zaczęło mocniej bić. Hmm, to raczej z podniecenia? Chorej ciekawości, nieopisanej i niczym nie krytej chęci dowiedzenia się, co się wydarzy w następnym odcinku... Mój uśmiech był szerszy, jeszcze szerszy. Dźwięk mechanizmu w pistolecie wręcz słyszałem uszami wyobraźni. Każda minuta spowalniała do godziny, każda sekunda zdawała się być wiecznością. Każda następna chwila miała już nigdy nie nadejść. Nie, nie zamknąłem oczu, wręcz przeciwnie, oczekiwałem na to, co się wydarzy. Przecież nigdy bym nie przypuszczał, że kogoś o tak słabych nerwach wezmą do oddziału...
Pif paf! – Mówię sam do siebie i w mojej własnej głowie! – Pif paf! Napastnik padł na ziemię... Gdyby tylko był szybszy. No, to by go i tak złapali, sąd i więzienie? Czy może śmierć w paszczy Białego Wilka? Co? To już? To na prawdę już, kilka chwil, szkło tłuczone i jakiś człowiek?
              Nie ważnie, nie istotne, nada importa... Nie obchodziło mnie to w tamtej chwili, raczej ironia losu przeplatająca moje drogi z człowiekiem, którego tyle czasu szukałem. A więc wystarczyło narobić dymu? Szum medialny Zakonu był tym, czego potrzebowałem? A może to kolejna farsa. Jak zwykle zresztą, kolejna ściema, kłamstwo i mydlenie mi oczu. Przecież samolot może spaść, a wtedy będą mieli co chcą. Ha... Ha... Ha... "Just be careful when you choose to take the bait" – Jak to śpiewał pewien młody muzyk. Ja też będę... No, tak myślę.
              Myśli były gdzie indziej ale jednak wróciły do mnie, gdy nadgarstki poczuły ulgę. Rozprostowałem paluszki i zaraz zacisnąłem pięść, równie szybko ją otworzyłem. Z niekrytą podejrzliwością, charakterystyczną dla mnie samego i mojego obecnego bytu po spojrzałem na towarzysza. Och Ironio, och Losie, Drake i Blake, myśl ta bawiła mnie okrutnie, ten rym, kolega też nie używa prawdziwego imienia?
              "I'm giving you, on count of three, to show your stuff..." – Or let it be... Wstałem i uśmiechnąłem się teraz, ukrywając czy może wymazując moją podejrzliwość. Grajmy w tę grę dalej. Choć nie powiem... Zmęczenie daje znać o sobie już powoli.
              – My hero! – Rzuciłem intonując niczym dziewczę w opałach. Tak, nie mogłem się powstrzymać. – Ale wiesz... Nigdzie nie jadę bez kawy. – Powiedziałem po chwili szczycąc się na ton powagi, zaraz zniknął i znów zgrywałem debila, bo przecież to najlepsza sztuka. Hah. – Biały Wilk jest nieustępliwym zwierzęciem i bardzo przebiegłym... Choć nie powiem, zaskoczyli mnie tym brakiem profesjonalizmu... Prowadź więc. – Tak, bez oporów i zbędnego pieprzenia już zacząłem zbierać moje rzeczy, przynajmniej to, co mi tutaj zostało. Moja bała Baza Operacyjna jest spalona, tak więc i ja też, ja także nie mam po co wracać... Zobaczymy, co dalej...




RE: Tokyo Skytree - Chester - 25-11-2018 14:11

Niespodziewany gość z pewnością uratował Drake’a z niekorzystnej dla niego sytuacji. Był w stanie zaoferować mu nawet wolność i bezpieczne opuszczenie kraju. Czego więcej w tym momencie mógł chcieć? Oczywiście cała ta sytuacja była dość niespodziewana, a obecny obrót wydarzeń mógł wzbudzić w mężczyźnie wątpliwości. Mimo wszystko postanowił zaufać nieznanemu wybawicielowi i razem z nim udać się na lotnisko.
-Na pokładzie samolotu z pewnością będzie kawa, lepiej nie przeciągać struny i wynieść się stąd jak najszybciej.
Odpowiedział mu krótko Blake i cierpliwie poczekał, aż Varim zbierze wszystkie swoje rzeczy. Gdy był już gotowy, opuścili komisariat, a jego towarzysz zaprosił go do swojego auta. Czarna honda przerobiona w stylu sportowym ruszyła z piskiem opon. Po zaledwie kilku minutach dojechali do celu.
-Tutaj musimy się rozstać. Spełniłem prośbę twojego ojca. Chciał też żeby ci przekazać, żebyś go nie szukał i trzymał się z dala od problemów.
Jak tylko Drake opuścił jego auto ze swoimi rzeczami, odjechał. Nie mógł mieć pewności, że mężczyzna wsiądzie na pokład samolotu, ale wierzył w jego zdrowy rozsądek.



RE: Tokyo Skytree - Drake Gaunniss - 02-12-2018 04:26



              Odjechał, zniknął, tak szybko jak tylko się pojawił. Uciekł w zapomnienie, zwiał. Najzwyczajniej zwiał zanim zdążyłem zrobić cokolwiek.
Westchnałem ze zerzygnowaniem w głosie, cóż mogę rzecz, a jest cokolwiek do powiedzenia tak właściwie? Nie ukrywam, byłem rozgoryczony takim obrotem wydarzeń, tak, byłem. Nawet bardzo, przecież to oznacza, że Dorian dobrze wie gdzie jestem, dobrze wie jak się mam, a ja nie widziałem go od dawna, nie słyszałem od lat...
              Zacisnąłęm powieki, pierwszy chyba raz od dawna mi się to zdarzyło. Zamknąłem oczy pozwoliłem tym pojedynczym łzom przetoczyć się po mojej twarzy. Oddech lekko spłycony, niespokojny. Nie przez Zakon, nie przez zasób ludzki-Heise, nie przez Blake'a. Zdecydowanie nie przez tego policjana, natomiast, ta bezsilność, ta niewiadoma, ta... No właśnie, co to było? Moja tęsknota za nim? Moja tęsknota za człowiekiem, który właściwie nie był obecny w moim życiu? A jednak cholera jasna... A jednak czuwał. Jednak jego oczy i zasoby pilnowały i mnie i mojego brata.
Chwilę mi to zajęło ale otrząsnąłem się, nie wątpię, że Biały Wilk znów podniesie łeb, nie mniej jednak mojego ojca tu nie ma, nic po mnie w tym kraju... Napiję się białej kawy. Tam jest taka mała kawiarnia, droga za pewne, bo to lotnisko i jakżeby inaczej miało być ale co mi tam.
Krokiem już zdecydowanym i pewnym ruszyłem przed siebie, a te stawiając delikatnie sunąłem po podłodze niczym panna na wybiegu, spokojnie lustrowałem otoczenie dookoła siebie, zdaje się, że pasażerowie byli zbyt zajęci sobą, żeby myśleć o jakichś wiadomościach w radio i telewizji. Nie ważne, nie jest to istotne.[/t]
              Istotnym natomiast jest miejsce, które zająłem z gazetą w ręce, usiadłem spokojnie w jednym z kątów małej kawiarenki i zamówiłem białą, chwilę później już mogłem ją wesoło siorbać.
W dłoni pojawił się telefon, a numer sam się "wykręcił"
              – Hello Jake, it's me... – Zacząłem rozmowę, tak oczywiście po angielsku, bo jak inaczej. Zanim zdążyłem dodać cokolwiek usłyszałem tylko mój ojczysty, dość gniewny zresztą.
              – Czyś ty na głowę upadł kretynie, widziałem wiadomości, co odpierdoliłeś tym razem?! – Wrzasnął po rumuńsku mój kochany braciszek, tak, wiem, że się martwi, ja też, o niego oczywiście... W końcu jest moją jedyną rodziną.
              – How's the research going? Did whities give you any troubles? – Konsekwentnie używałem angielskiego, choć zaraz też przerzuciłem się na język rodowy. Nasza wymiana zdań sprowadziła się do kilku bardzo prostych informacji, gdzie był, czy może widział ojca. Tak, podzieliłem się tym co wiem, także jegomość Blake wzbudził jego ciekawość ale i podejrzenia. Trudno się dziwić, gość zjawia się niczym Hero of the Day. Cóż, za pewne poradziłbym sobie z tym sam ale niech tak będzie. Wyjadę, no nie teraz, nie w tej chwili, mam do pozamykania jeszcze parę spraw... – Tak, nic mi nie jest. Jak wiesz całość była zorganizowana tylko po to, by mnie dopaść, rozmawiam z tobą, znaczy nie udało się, wiem też, że Doriana nie ma tutaj, może był, skoro kilku popleczników także zostawił. Aha, pamiętaj, zmieniam numer więc to ja do ciebie zadzwonię, jak masz zmiany?... – Nasza rozmowa zakończyła się wbrew pozorom dość szybko, jakoś tak dopiłem kawę i opuściłem to miejsce.
Zabookowanie lotu okazało się trudniejsze niż myślałem, dzięki temu szumowi medialnemu musiałem tłumaczyć ekspedientce, że to ja byłem ofiarą, och rzuciłem przy tym takim spojrzeniem, że nie mogła mi się oprzeć, wyglądałem na pokrzywdzonego i pokaranego za grzechy niekompetentnych policjantów obcokrajowca, a jedyne czego chciałem to lecieć do Nowego Jorku, New York, ah! New York! Though I'm not an englishman in New York, would like to try and have some fun... Cóż, udało mi się przekonać ekspednietkę o swojej niewinności...
              Mając rezerwację na zupełnie inną godzinę, niż doradzał mi Blake, kroki swe skierowałem teraz zupełnie gdzie indziej, ruszyłem... tak do mojego mieszkania, w końcu lot mam nocny,a trochę rzeczy do zebrania. Odbiło mi? No niezupełnie, nie odpuszczę zdobyczy, nie odpuszczę mojej pamiątki, pozwolenie na broń kosztowało swoje, rejestracja także, a czemuż miałby od tak porzucić mój langsax... Miecz także leci, najwyżej spadnie kilka głów w mieszkaniu...


[Z/T*]

_____
* zakładam, że nie było trudności po drodze, mieczyk jest jedną, jedyną rzeczą z jakiej ten wariat nie rezygnuje xD